Moja DaWanda

27 marca 2012

W INNYM CZASIE, W INNYM ŻYCIU

Dziś będzie trochę nostalgicznie.
Jest noc i siedzę sobie sama.
Dom spowity ciszą . Wszyscy śpią.
Przeglądam stare zdjęcia, których mam tak wiele, a tak rzadko do nich zaglądam.
Tak to już jest, że najpierw uwieczniamy chwilę, a potem wrzucamy ją na dysk i ginie ona w jakiś sposób wśród setek plików.
Niby tam jest, a tak, jakby jej nie było.
Na szczęście czasem zdarzają nam się powroty. I wtedy przekonujemy się, że pamięć jest zawodna.
A może to my biegniemy tak szybko, że coś nam umyka?
To jest mój powrót. Jeżeli macie ochotę chodźcie tam ze mną.
Moja przygoda z szyciem zaczęła się, kiedy mieszkałam w bardzo starym domu.
Był to dom z duszą i długą historią. Ja i moja siostra to ostatnie pokolenie, które zdążyło dopisać do niej swój rozdział.


Nasi przyjaciele mówili, że mieszkamy w zamczysku.
I, jak w prawdziwym starym zamku, w naszym domu trzeszczały podłogi, skrzypiały schody, a nocami wiatr zawodził w kominie.
W tym domu nasza babcia szyła na starym Singerze i właśnie wtedy zapragnęłam czarować tak, jak ona.
Spod palców babci wychodziły piękne sukienki dla naszej mamy, cioci i wielu ich koleżanek.
A nasze lalki otrzymywały wspaniałe płaszcze, suknie balowe, torebki, szale i kapelusze.
Terkot starej maszyny to jedna z melodii naszego dzieciństwa.
Gdzie jest ten świat?
Pozostał już tylko w pamięci i na tych kilku zapisanych zdjęciach.


Tak na poważnie zmierzyłam się z szyciem, gdy babci nie było już z nami.
I bardzo żałuję, że nie mogłam uczyć się od niej. Cieszę się jednak, że w jakiś sposób kontynuuję to, co zaczęła. Bo niewątpliwie zasiała we mnie ziarno.
Wracam do zdjęć tych pierwszych moich prób i sama nie wiem, co o nich myśleć. Bywało różnie.
Pamiętam, że na początku nie mogłam sobie wyobrazić, że naprawdę mogę coś stworzyć z kawałka tkaniny.
Wertowałam stare Burdy, próbowałam zrozumieć opisy. Co z czym połączyć? Jak zszyć dwa wycięte kawałki, żeby się dobrze układały?
Zniechęcałam się i złościłam.
Porzucałam i wracałam.
I w końcu coś zaczęło się klarować.


Tę bluzkę uszyłam dla siostry.
Były lata dziewięćdziesiąte, czasy liceum i studiów.
Ja do bólu oglądałam "Hair", który stał się dla mnie, moich przyjaciół, ale i dla młodej, filmem pokolenia.
Głównym surowcem, który wtedy wykorzystywałam do szycia toreb był filc.
Nie postało mi w głowie, że prawie dekadę później stanie się on tak modny.
Wizjonerstwo jakieś?:))


W tamtych czasach zdarzało mi się wiele detali wykańczać ręcznie. Nie dowierzałam maszynie.
Kwiatowe aplikacje najpierw przyszywałam maszynowo, a potem obszywałam je mozolnie paseczkami weluru RĘCZNIE.
Dziś trudno mi w to uwierzyć.


Tę torbę sprzedałam pewnemu fajnemu chłopakowi, który twierdził,że jest idealna dla jego dziewczyny.
Bo ona jest oryginalna- twierdził. - Wiesz, ubiera się inaczej, niż jej koleżanki. No, taka niezwykła jest.
Pamiętam tę chwilę, bo chyba wtedy pomyślałam, że mogę szyć dla takich niezwykłych i zwykłych dziewczyn, dziewczyn w każdym wieku, dziewczyn, które chcą ubarwić swoje życie.


Miło jest sprawić komuś radość z radością oddając się swojej pasji.Myślę, że o to między innymi chodzi w życiu.
I chociaż nie ma już starego domu, to jakaś jego cząstka utknęła we mnie na zawsze. Bo to właśnie w tym innym czasie, w innym życiu znalazłam cel i obrałam, mam nadzieję, właściwy kierunek.
Spokojnych snów.

6 komentarzy:

  1. Po prostu ONIEMIAŁAM - więcej takich zdjęć i wspomnień! Opisujesz pięknie historię, moja jest podobna i niepodobna, ale właśnie zawsze byłam przekonana, że to z dzieciństwa "przeszycie" w nas tkwi i kwitnie, że jesteśmy sumą zdarzeń, jakie nas w życiu trącały, łaskotały, że małe drobne chwile zagościły w nas i się panoszą.
    Dom - no coś niesamowitego... Przepiękny... Zachował się? Przecież to coś magicznego... Iris ♥
    A ta historia z torbą, jak właśnie bajka na ŻYCIE - nie przestawaj kobietom dawać tego co masz w sercu, nie zatrzymuj, dziel się ile igieł Ci starczy do połamania. Jestem zachwycona...
    Dziękuję...
    Uwielbiam takie wspomnienia, takie zapisania, bo gdzie jak nie tu zostawić ślady na piasku drogi, po której idziesz, ślady, których nie zdmuchnie nagle wiatr i nie zmyje ich fala...
    Prześlicznie, przepięknie, przecudnie, prze....

    oniemiała jak mała dziewczynka - ja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Maryś. Niestety, tego domu już nie ma. Został tylko we wspomnieniach tych, którzy tam mieszkali. Ale i tak się cieszę, że był.
      Może przywołam tu jeszcze parę historii, bo to było naprawdę niezwykłe miejsce.

      Usuń
  2. Aż mnie ciary przeszły:) Piękna historia - rzeczywiście ciut nostalgiczna, ale ile z nas chciałoby mieć takie wspomnienia:) "Zamczyska" zazdroszczę całą sobą - musisz nosić w sobie piękne obrazy i głosy, a ten wpis to pewnie namiastka, czegoś, czego nigdy nie uda się opisać:) Twoje pierwsze torby rzeczywiście są cudne - dobrze, że ktoś po drodze Cię docenił i pomógł uwierzyć w to co robisz:) Wiele niedostrzeżonych talentów ginie bezpowrotnie. Ściskam mocno - gnaj do przodu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanka dziękuję za miłe słowo. Cieszę się, że spodobała Ci się ta historia.
      Masz rację, że na początku każdy potrzebuje jakiejś zachęty, bo, jak sama pewnie wiesz, bywa różnie.
      Dlatego też bardzo doceniam Wasze komentarze.
      Tak krótko prowadzę bloga, a już zdążyłam poznać kilka inspirujących osób.
      Miło znaleźć się w Waszym gronie, choćby tylko wirtualnie:)

      Usuń
  3. Jejku, siedzę i czytam. Mam Twój dom mocno zapisany w pamięci. Dom otwarty dla wszystkich. Taka otwartość i serdeczność już wtedy, w czasie naszych studiów, była zjawiskowa. A teraz wydaje się nierealna. Chociaż akurat w Twoim przypadku to się nie zmieniło. Pamiętam magię Twojego pokoju, gorącą kawę w kubkach i książki, wszędzie książki. A przez okienko w Twoim pokoju widać było rozlegle pole i jeden jedyny budynek - ruinę- przestrzeń, która wtedy, ponad dwadzieścia lat temu, mnie przerażała. A dziś na tym polu stoi moje osiedle, a w miejscu starego baraku Ferio Gaj. Ależ przeniosłaś mnie w czasie. I bardzo wzruszyłaś. Sabina

    OdpowiedzUsuń