Moja DaWanda

1 sierpnia 2013

LIPCOWE PERYPETIE

Czy jeden post na dwa miesiące będzie teraz moją normą?
Mam nadzieję, że nie, chociaż wszystko na to wskazuje.
Czytam wiele blogów, podziwiam, oglądam piękne zdjęcia, czasem komentuję.
Niestety- brak mi czasu, żeby pojawiać się tu częściej.
Znowu minął miesiąc.
Jak szybko, prawie niezauważalnie, jeden dzień przechodzi w drugi.
Pracuję, trochę się lenię, trochę obijam, a w ciepłe letnie noce, zamiast spać, gadam do rana, piję wino, słucham świerszczy.
I jeszcze ktoś pojawił się w naszym domu.
Na krótko, na przechowanie, a my już nie wyobrażamy sobie, że  kiedyś trzeba będzie się rozstać.



Chyba mnie rozumiecie?
Już zapomniałam, jak to jest, mieć przy sobie zwierzę, dzielić z nim codzienność.
A trafił nam się zwierzak wyjątkowy- łagodny, kochany, przylepa, a jednocześnie pełen najdziwniejszych lęków- boi się wejść na schody, nie przejdzie przez uchylone drzwi, kuli się na widok otwieranego parasola.
Jak tu go nie pokochać, powiedzcie.
Z drugiej strony- garnie się do ludzi, każdego wita z radością, jest ufny i po prostu przesłodki.
Zmienia się z dnia na dzień. Coraz bardziej czuje się u nas , jak w domu.
Od miesiąca spacery się stałym elementem mojego dnia i dzięki nim odkrywam fantastyczne rejony w najbliższej okolicy.
Muszę powiedzieć, że bardzo polubiłam ten nowy punkt programu.
Przy okazji zabiorę Was w miejsce z pozoru zwyczajne, a jednak pełne uroku.
Mieszkam w pobliżu ogródków działkowych i gdyby nie pies, pewnie nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby się tam udać.
Bo niby po co, prawda?
Takie obszary zawsze kojarzyły  mi się z nudą i minioną epoką.
A teraz widzę, ile radości może dać człowiekowi własny spłachetek ziemi.
Wędrujemy więc sobie zarośniętymi trawą alejkami i obserwujemy życie działkowej społeczności.
Witani jesteśmy uśmiechem i życzliwym słowem.
Nikt na nas nie krzyczy, nikt nas nie wyprasza.
Podziwiamy starannie otrzymane grządki i zarośnięte bluszczem altanki.






Zauroczyło mnie to miejsce, co jest trochę zaskakujące, bo nigdy nie byłam i nie będę zapalonym ogrodnikiem.
W swoim własnym ogródku czytam książki,  nie grzebię w ziemi.
A jednak któregoś dnia zabrałam ze sobą aparat, żeby zapisać kilka ulotnych wrażeń.


Szczególnie poruszyły mnie porzeczki.
W pamięci pojawił się sad mojego dziadka czarnymi i czerwonymi porzeczkami, które genialnie smakowały, rwane prosto z krzaka.


I jeszcze malwy, przepiękne, bogate, choć rzadko spotykane w kwiaciarniach, wiejskie, a nie miejskie kwiaty.


Ależ się rozpisałam, tak o niczym przecież.
A jednak, coś w tym jest- spokój, zieleń, oddech, bujność barw.
No i piesek- bardzo zadowolony.


Jednym słowem: mamy swoje drobne przyjemności.
Nie myślcie jednak, że tylko nimi wypełniam swój czas.
W lipcu Torebki Energetyczne zawitały na FASHION DEMOCRACY i było to następne bardzo miłe w ich życiu doświadczenie.
Przyznam, że trudno mi wyjść do klientów tak realnie i bezpośrednio, jak to ma miejsce na różnych targach mody.
Każde takie zdarzenie jest dla mnie dużym stresem. Jak chyba każdy, obawiam się, jak zostanę przyjęta.
Na dzień przed zastanawiam się, czy w ogóle warto.
Podejmuję jednak wyzwanie, szczególnie, gdy tego rodzaju impreza odbywa się w moim mieście.
Na szczęście zawsze mogę liczyć na pomoc przyjaciół, którzy nie dość, że zawiozą, pomogą, to jeszcze cierpliwie słuchają mojego marudzenia. Dziękuję Iza:)


.
I powiem Wam, że było dobrze, naprawdę. Wiele klientek i KLIENTÓW, ci ostatni kupowali dla swoich żon i dziewczyn.
Napisałam dużymi literami, bo nie przypuszczałam nawet, że panowie będą się przy moim stoisku zatrzymywać, oglądać, kupować , prosić o namiary.
Mam nadzieję, że obdarowane były zadowolone.
A tak na marginesie- ależ jestem stereotypowa, prawda? :)
Z myślą o tych targach uszyłam kilka toreb z motywem pomarańczy- taka mutacja serii księżycowej.


Myślę, że to całkiem fajna idea na letnie dni. W każdym razie dla mnie bardzo pozytywna.
I pewnie pojawią się następne, a właściwie już się pojawiły.
Dziś z maszyny zeskoczyła taka oto słoneczna, żółta, z grubego, mocnego płótna.



Długi ten post mi wychodzi. Pewnie już przynudzać zaczynam.
Życzę Wam wszystkim miłych snów.


No a piesek, oczywiście, dołącza się do tych życzeń:)))

2 lipca 2013

WPŁYW KSIĘŻYCA....

czy ktoś pamięta film, o tym tytule?
Ja go uwielbiam. Jest w nim magia.
A ostatnio wszelkie motywy księżycowe zawładnęły mną bez reszty.
Wiedzą o tym doskonale ci, którzy zaglądają na mojego  fb.
Pozostałych zapraszam. Jakoś częściej tam bywam.
Wracając jednak do księżyca - mam do zaoferowania torby z tym motywem.


W mojej pracowni zalegał kawał specyficznej materii, który w jednej chwili skojarzył mi się z fakturą naszego satelity.
Natchnienie spadło nagle i wcale nie chce odejść.
I jak sobie z tym poradzić?
Nie wiem, więc księżyc pojawia się  na co drugiej torbie.


Co ciekawe, ten motyw budzi także inne skojarzenia.
 Jedna z komentujących na fb stwierdziła, że dla niej to chleb, a nie księżyc.
Najpierw trochę się zdziwiłam, a potem ucieszyłam, bo w mojej głowie pojawił się taki oto obrazek- wielki, okrągły, złocisty bochen nad uśpioną wioską.
Pięknie.
Kto chętny, niech mnie ratuje, bo inaczej zginę pod stertą księżycowych toreb.
Proszę więc śmiało pytać o rozmiary i kolory.
Na tym etapie zafiksowania prędzej czy później uszyję wszystko.
Czasem, aby odetchnąć, wybieram się do mojego ukochanego Parku Południowego.
Wędruję po krętych ścieżkach, albo siadam na trawie nad stawem, albo piję kawę w Agawie.


A kiedy popołudnie powoli zamienia się we wczesny wieczór, kiedy zachodzące słońce żegna wszystko wokół ostatnimi promieniami, ja czekam na pierwszy blask księżyca.


I zastanawiam się wtedy, co czuli bohaterowie Murakamiego widząc nad sobą dwa księżyce?
Chciałabym się przenieść, choć na chwilę, do tego niezwykłego świata, bo widok byłby na pewno niezapomniany, a odczucia dwa razy intensywniejsze.
Zostawiam Was z tą myślą, życząc miłych snów.

22 maja 2013

PRACOWITY MAJ

Witam wszystkich, którzy jeszcze tu zaglądają.
Dopiero drugi post w maju- to skandal.
Moje postanowienia uciekły gdzieś w poszukiwaniu lepszych perspektyw.
A ja zostałam tu sama, no może tylko z wyrzutami sumienia, a zaręczam, nie jest to miłe towarzystwo.
Ale nic to.
Odkurzam bloga, pozbywam się pajęczyn.
W końcu mamy WIOSNĘ.
Niech ona mnie trochę usprawiedliwi.
Ogródek budzi się do życia.
Potrzebuje troski, żeby zakwitnąć pełnią barw.
I rozbrzmieć gwarem rozmów, śmiechem, muzyką, brzęczeniem pszczół.
Jednym słowem- trzeba otworzyć sezon.
Jak wspomniałam w poprzednim poście, mamy z siostrą wielkie plany.
I na razie tylko stół.
A przecież trzeba przy nim godnie zasiąść do niedzielnego śniadania, do sobotniej kolacji, do rozmów przy kawie.
Dlatego też ostatnimi czasy bawimy się farbami.
O co chodzi? Już wyjaśniam.
Otóż nabyłyśmy tydzień temu zestaw ogrodowy w stanie, że tak powiem, surowym.
Bardzo nas to ucieszyło, bo mogłyśmy go dopasować do mozaikowego stołu.
Dla przypomnienia-  dzieło siostry prezentuje się tak:


Po rozpatrzeniu wszystkich za i przeciw doszłyśmy do jedynego słusznego wniosku- meble muszą być zielone.W związku z powyższym ostatni weekend spędziłyśmy na machaniu pędzlem.
Na szczęście pogoda dopisała i wszystko odbywało się na powietrzu.


Malowało nam się bardzo przyjemnie. Inna sprawa, czy robiłyśmy to fachowo.
Jednak nie martwimy się tym, szkoda życia:)
Krzesła nabrały głębokiej barwy i nie straciły rysunku słojów.



Trzeba było też odświeżyć ogrodowe doniczki, żeby stworzyły z resztą w miarę spójną całość.
Sama przyjemność, gorzej z domyciem się po tych rozrywkach.
Oczywiście, że mamy rękawiczki, ale nasze zdolności w kwestii plamienia się są na najwyższym poziomie.
Ja miałam dekolt w kropki, a siostra odkryła plamy na kolanach, chociaż malowała w długich spodniach.
Jesteśmy nie do pobicia:)


Jednak czymże są takie drobne szkody wobec wizji słonecznych letnich dni i ciepłych, pachnących maciejką, wieczorów.
Przede mną jeszcze jedno zadanie- uszycie poduch. Czy podołam?
Trzymajcie za mnie kciuki.
Oczywiście, w tzw. międzyczasie, szyłam też torebki.
Z ogromnej bawełnianej sukienki powstały - duża siata na zakupy i mała torebka na długim pasku.
Obydwie zielone, kwieciste, wiosenne.



Mam ogromną potrzebę kwiatowych wzorów. Na szczęście ostatnio kolekcja tkanin w ten deseń znacząco mi się powiększyła.Za co dziękuję pewnym osobom, które robią domowe remanenty:)


Staram się myśleć pozytywnie, korzystać ze słońca, zieleni, dlatego też wyciągam same optymistyczne wzory, niech cieszą oczy potencjalnych klientek.
Może i one dostaną w bonusie trochę tej majowej radości.


I jeszcze na koniec- MUSZĘ Wam pokazać dwie torby, które powstały z hamaka.


Życzę wszystkim kolorowych wiosennych snów.

1 maja 2013

KOLOROWE SZKIEŁKA

...zagościły w naszym domu, czy też może kawałki glazury.
A wszystko za sprawą mojej siostry, którą ogarnął twórczy szał.
Potrzeba działania  nie daje jej spać, tylko każe ślęczeć do późnej nocy nad wysmarowanym klejem stołem.



Ostatnio można z nią rozmawiać jedynie o mozaikach, klejach, fugach lub nowych wzorach, które bez przerwy  kreśli na kartkach, biletach, listach zakupów.
W towarzystwie się nie udziela,  błądzi wokół nieprzytomnym wzrokiem.
No, chyba, że rozmowa zejdzie na wiadome tematy.
Ja zaś tkwię w nieustannym podziwie, tnąc te moje kolorowe szmatki.
I proszę się mi nie dziwić, bo nigdy bym nie przypuszczała, że na starym ogrodowym stole będę mieć w tym roku bajecznego motyla.



Dlatego też wspieram siostrę w jej działaniach, donosząc kawę, ocierając z czoła pot, a czasem wkraczam stanowczo i każę iść spać o przyzwoitej porze.
Rozpuściłam też wici, że zbieramy niepotrzebną glazurę, bo nowa pasja młodej naprawdę mnie cieszy.
Zwłaszcza, gdy widać jej efekty.
A co powiecie na taki np. stołeczek?


Ta wiosna w naszym ogrodzie już tętni kolorem, blaskiem odbitym w szkiełkach, a jak rozkwitną pierwsze kwiaty, to czegóż chcieć więcej?
Chociaż na razie u nas ponuro, to z radością czekamy na ciepłe popołudnia, słoneczne poranki, długie wieczorne rozmowy.
Mamy w planach urządzić ogród na nowo. Siostra jest zdeterminowana i mnie także zaraziła.
Postaram się donosić o zmianach na bieżąco.
A kto wie, może mnie też wciągnie ta mozaika?
Tymczasem tkwię po uszy w kwiecistych materiach, bo cesarzowi, co cesarskie, a wiośnie, co wiosenne.
Potrzeba koloru i wzoru pcha mnie w kierunku takich kompozycji.


Kwiaty rozkwitły na torebkach w ilościach wręcz hurtowych.
I trudno mi się od nich oderwać, więc pomęczę Was trochę.





I jeszcze odkrywam pastele,słodkie kolory, kopertowe fasony.
Potrzebuję chyba jakiejś pozytywnej energii po tej długiej zimie.




Czasem powracają też wspomnienia letnich podróży, które okazują się bardzo inspirujące.
Całkiem niedawno uszyłam torbę, którą nazwałam Spacer w Sewilli.
Wiedziałam, że ją uszyję, jak tylko wzięłam do ręki kawałek wzorzystej obiciowej tkaniny.
Od razu pojawiły mi się przed oczami mozaikowe fasady sewilskich kamienic.


Macie mnie:)))
Narzekam na monotematyczność siostry, a sama też wszystko sprowadzam do jednego tematu.
Może więc skończę na dziś, pozostawiając Was z wizerunkiem motyla w całej jego bajkowej krasie.


1 kwietnia 2013

BIAŁE ŚWIĘTA

Za oknem biało, śnieżnie, świątecznie. Mamy w tym roku białe święta, nie da się ukryć.
Czy to jakiś żart? Czy z zimy przejdziemy od razu do lata?
Pada śnieg, w kominku trzaska, migocą płomyki świec.
Zajączki i pisanki jakby tu nie pasowały.
Może powieszę skarpetę dla Mikołaja?


W każdym razie , z zasypanego śniegiem Wrocławia, ślę moim czytelnikom najserdeczniejsze świąteczne i wiosenne życzenia.
Dziękuję za Wasze miłe komentarze, za odwiedziny, a także za wyróżnienia i głosy oddane na mnie w konkursie na Szyciowy Blog Roku.
Gratuluję zwycięzcom:) W pełni zasłużyli na nagrody.
Zabawa była przednia. Ja głosowałam na bloga Katty - zajrzyjcie do niej, szyje piękne torby i robi fantastyczne zdjęcia.
Dziś postanowiłam oddać się w pełni świątecznemu lenistwu.
Zostawiam Was z torebką, która ma przywołać wiosnę:)))




26 marca 2013

ZBIERAM DŻINSY

W zastraszającym, jak na mnie, tempie dodaję nowego posta.
Udział w konkursie tak mnie zmotywował.
Dzięki niemu poznałam wiele interesujących, barwnych, inspirujących blogów i pomyślałam, że naprawdę się lenię.
Jak już może niektórzy wiedzą z mojego FB, zafiksowałam się ostatnio na cięciu dżinsów.
W mojej pracowni chaos, wszędzie pełno niebieskich ścinków, a ja myślę tylko o tym, z czym by jeszcze ten dżins połączyć.


A wszystko zaczęło się od przeglądu szafy i odwiecznego dylematu - wyrzucić, zostawić?
W sumie jeszcze nie zniszczone, ale obnoszone (dobrze, że nie za ciasne:)).
Pomyślałam w końcu, że rozwiążę ten problem jak na kreatywną(?) osobę przystało, czyli je potnę, a potem zobaczymy.


Najpierw powstały więc egzemplarze dżinsowe. Ich atutem miała być klapka z kieszenią.
Jeszcze tylko kilka ćwieków ze starego paska dla podrasowania i gotowe.
W miarę jak surowca zaczęło ubywać postanowiłam dodać inne tkaniny.
Wyciągnęłam wielkie pudło z resztkami (wyrzucić, zostawić- zwykle zostawiam).i kombinowałam, zestawiałam.
Z jednej strony w kierunku zgaszonych pasteli:





Ale kusiła mnie także kolorowa, nasycona bawełna:



W taki oto sposób spożytkowałam trzy pary dżinsów. Zabawa była przednia, chociaż momentami lekko karkołomna. Na szczęście w porę przypomniałam sobie o specjalnej igle do szycia dżinsu.
Inaczej mogłoby się to źle skończyć:)
Te torebki, jak już wspomniałam ostatnim poście, to mój wkład w akcję UWOLNIJ TKANINY prowadzonej na blogu Zapomniana Pracownia.
Niestety nie mam już żadnych spodni do pocięcia. I co ja teraz zrobię?
Ogłosiłam zbiórkę wśród znajomych. Mam nadzieję, że wkrótce zaowocuje ona chociaż jedną parą, bo inaczej nie będę miała w czym chodzić, a zima trzyma tej wiosny:)
Jedynym wiosennym zwiastunem, bardziej mentalnym niż fizycznym, była wizyta listonosza.
Wyobraźcie sobie, że wygrałam ostatnio candy u Bajli.
Przy okazji- polecam jej bloga, jest fantastyczny.
Bajla przysłała mi w pudełku pierwsze tchnienie wiosny, naprawdę.
Spójrzcie na te kolory.


Dostałam piękną girlandę, miękką różowo- szarą poszewkę i jeszcze kilka drobiazgów.
Wspaniałe prezenty w ten ponury dzień.
A jak starannie wykonane.


Bajla przygotowała też małą niespodziankę - broszkę, którą będę często nosiła tej wiosny.
Myślę, że pasuje do dżinsowej kurtki, szala, sukienki.
Bardzo mi się podoba.


 Ma kolor wiosennego nieba.
Dziękuję Ci Bajlo za te wszystkie upominki i za miłe słowa.
Teraz pozostaje mi tylko czekać na pierwszy ciepły dzień.
W końcu mamy już wiosnę w kalendarzu.

21 marca 2013

MOJA BABCIA - CZARODZIEJKA

Czy ktoś jeszcze pamięta z dzieciństwa książkę Joanny Papuzińskiej "Nasza mama czarodziejka"?
W zamierzchłych czasach należała do moich ulubionych.
Dlatego też pozwoliłam sobie sparafrazować ten tytuł na potrzeby bloga.
Moja babcia ( o której już kiedyś pisałam) zadziwiała mnie podobnie, jak zwariowana rodzicielka bohaterów wspomnianej opowiastki.
I prawdopodobnie z tego powodu postanowiłam kiedyś oswoić maszynę do szycia.
A zdjęcie babci stoi teraz w mojej pracowni, stanowiąc nad nią i wszystkimi moimi poczynaniami coś na kształt twórczego patronatu.


Przygląda mi się z półki, jest świadkiem moich wzlotów i upadków, słyszy różne, nie do końca cenzuralne, wypowiedzi, obserwuje moje zmagania z problematyczną, czasami ,materią.
Wygląda bardzo retro i trendy, prawda?
Na tym zdjęciu ma około dwudziestu lat.
Nie domyśla się nawet, że kiedyś pojawię się w jej życiu.
Ja też nigdy jej takiej nie poznam.
Będę pamiętać starszą energiczną panią pochyloną nad maszyną.
Nad niebylejaką maszyną - nad starym Singerem w drewnianej komódce z szufladką, napędzanym pedałem.
Nowszy elektryczny wynalazek najczęściej kurzył się w kącie, bo babcia wolała swój pozbawiony innowacji sprzęt. Mówiła, że go lepiej wyczuwa i łatwiej jej dzięki niemu okiełznać tkaninę.
Trudno to sobie dziś wyobrazić.
Babcia nie potrzebowała hafciarki, bo w razie potrzeby ręcznie wyczarowywała piękne wzory na szytych przez siebie sukienkach.
W ciągłym użyciu były też cekiny, koraliki, ozdobne taśmy i atłasowe lamówki.
Nic więc dziwnego, że wchodząc do pokoju babci czułam się jakbym przekraczała bramy bajkowego sezamu.



Moje zbiory to zaledwie namiastka tego blasku i koloru, który odkrywałam w blaszanych pudełkach, drewnianych szkatułkach i innych schowkach babcinej pracowni.
Pozwalała mi w nich grzebać, układać wzory z korali i guzików, przeglądać żurnale, które piętrzyły się w stosach na półce.
Kolorowe zdjęcia były dla niej inspiracją, bo raczej nie szyła z gotowych wykrojów. Zawsze coś zmieniała, dodawała, dostosowywała do figury.
Zdarzało się, że szyła na podstawie czyjegoś opisu i niezgrabnego rysunku i zawsze wychodziły z tego prawdziwe cuda.
Najbardziej szczęśliwa byłam wtedy, kiedy babcia szyła ubranka dla mojej lalki.
To były fantastyczne stroje, bardzo starannie uszyte i dopieszczone w każdym szczególe.
Moja lalka miała garderobę godną pozazdroszczenia. Oprócz mnóstwa sukienek, spódniczek i bluzeczek, miała np. płaszcz z futrzanym kołnierzem, lśniącą koralikami suknię wieczorową, miękki szlafrok, satynową piżamę i kapelusz. A wszystko to powstawało ze skrawków skrzętnie gromadzonych w dużym pudle.
Prawdziwa magia działa się na moich oczach.
Chyba po babci przejęłam skłonność do gromadzenia resztek tkanin, ciekawych guzików, fragmentów biżuterii. I chociaż dziś są "inne czasy", wokół nadmiar najprzeróżniejszych pasmanteryjnych drobiazgów, półki sklepów uginają się pod nadmiarem towarów, to często wolę wykorzystać rozerwane koraliki lub guzik z dawno wyrzuconej bluzki.
Nie ze skąpstwa, naprawdę.
Czuję po prostu, że te, z pozoru nieprzydatne , drobiazgi mają duszę i cieszę się, że mogę dać im nowe życie.
Tym sposobem powstały np. takie torebki.


Nie wyrzucajcie nienoszonych dżinsów. Moje przeleżały parę lat na dnie szafy, aż wreszcie przyszedł ich czas.
Mam jeszcze jedną parę i kilka skrawków, myślę więc, że powstaną następne egzemplarze.
Tym bardziej, że takie torebki pasują do lekkich pastelowych barw i kwiecistych sukienek.
W sam raz na wiosnę, która uparcie nie chce nadejść.
Przy okazji traktuję ten recykling jako mój wkład w akcję UWOLNIJ TKANINY prowadzoną przez Zapomnianą Pracownię.
Bardzo dawno już tego nie robiłam, a zobowiązałam się do dodawani\a jednej rzeczy w miesiącu.
Wstyd i hańba!
Ale się poprawię:)
I na koniec jeszcze jedna sprawa-bardzo się cieszę, że biorę udział w konkursie na Szyciowy Blog Roku.
Ostatnio trochę na ten temat marudziłam.
Okazało się jednak, że to naprawdę wielka przyjemność.
Bardzo Wam dziękuję za oddane na mnie głosy.
Wszystkim moim zacnym konkurentom życzę powodzenia.
.